poniedziałek, 2 września 2013

Jeden dzień z życia

Długo zastanawiałam się nad tym co chciałabym wrzucać do tego mojego małego śmietnika aby potem chcieć w nim grzebać... Sprawa jest prosta - wspomnienia. Na ostatnim szkoleniu oglądałam wystąpienie faceta który wziął roczny urlop i postanowił nagrywać krótkie filmiki aby móc z każdego nagrania wybrać dokładnie jedną sekundę opisującą dany dzień a następnie sekundy skleić w całość; wydawać by się mogło, że będzie wychodzić z siebie aby film pokazujący rok jego życia był jak najbardziej postrzelony i niezwykły ale prócz fragmentów spotkań ze znajomymi, imprez czy koncertów pojawiło się mnóstwo ujęć zwykłych, czasem wesołych jak śmiech dziecka a czasem smutnych jak czuwanie w szpitalu przy chorym krewnym, chwil.

Nie jestem niestety zapaleńcem, który porwałby się na realizację takiego pomysłu, ale chciałabym w jakiś sposób gromadzić wszystkie wspomnienia i móc do nich wracać. Już kiedyś wspominałam, że
"W tak zwanym międzyczasie prowadziłam również fotobloga, dla zupełnie innego grona odbiorców. Bardzo żałuję, że usuwając jego zawartość przed światem nie zadbałam o to, by pozostawić ją dla siebie - mądry Polak po szkodzie. Potem z blogowaniem i blogami bywało u mnie różnie, ale jedno jest pewne: ile razy od blogowania uciekam tyle razy za tym zaczynam tęsknić... Jest to zapewne jakaś swoista forma uzależnienia od ekshibicjonizmu o której mógłby dużo powiedzieć losowo wybrany psycholog (ale z uwagi na to że do bycia psychologiem mi daleko daruję sobie wywody na ten temat)."
Fotoblog, który prowadziłam (bardzo) dawno temu (2005-2009?) był naprawdę niezwykłym albumem - aby napisać notkę musiałam wkleić zdjęcie, więc często automatycznie chwytałam za aparat i zamiast bawić się w fotografowanie wykwintnych kompozycji i póz najczęściej umieszczałam codzienne grymasy goszczące na mojej twarzy, przedmioty znajdujące się w moim otoczeniu a czasami jakieś ciekawsze wydarzenia. Zwykłe "nic", które po prześledzeniu wpisów potrafiło znaczyć naprawdę, naprawdę wiele.


Jeśli miałabym teraz nadać kierunek temu blogowi to chyba właśnie w tę stronę chcę iść - migawki z(e) (nie)zwykłych momentów, do których potem będę mogła wrócić. Może dzięki temu stworzę miejsce, z którego w końcu nie ucieknę?


M.

1 komentarz:

  1. Koniec z uciekaniem, bo nie nadążam za tobą :D.

    OdpowiedzUsuń