niedziela, 18 sierpnia 2013

Tygodniowy misz-masz: moje grzeszki i inspiracje

Ostatni tydzień był mocno zakręcony - po pełni sił i chęci do nauki koło wtorku przyszedł czas na chorowanie i smęcenie nad stanem moich zatok, który pogarsza zakręcona pogoda oraz klimatyzacja z którą zmagam się tu i tam.

Humor? Paskudny. Chciałam go sobie poprawić? Chciałam. Czy wy też macie tak, że wchodzicie do sklepu i jakiś ciuch albo mówi do was "adoptuj mnie, MAMO" albo przechodzicie obok niego obojętnie? Nigdy nie rozumiałam koleżanek, które godzinami stały przy kilku wieszakach i oglądały kolejno każdy ciuch aż przekonywały się do jego kupna. Niemniej może ich w szaleństwie jest metoda bowiem w szafkach, szafach i szafeczkach mam w skutek spontanicznych zakupów multum rzeczy, które kompletnie do siebie nie pasują. W ten sposób we wtorek ubrałam założyłam na siebie (wersja druga specjalnie dla grammar nazi, których świerzbi gdy tylko widzą ten regionalizm) czarne legginsy z lycry (bo nie miałam rajstop), czarne tenisówki, i obcisłą, niebieską sukienkę mini. Następnie przypomniałam sobie, że na polu na dworze na zewnątrz (ha!) jest zimno więc dorzuciłam luźny tiszert w paski, który spięłam w talii paskiem (sic!). I dorzuciłam czarny kardigan, bo klimatyzacja. Czyżbym stawała się lokalną wersją Macademian Girl (nie chcę powoływać się na autorytet Kamili)?

Inspiracje? Hmmm, Alina z DesignYourLife, z którą kiedyś byłam chyba nawet na jednym wizażowym wątku ;-) Spójrzcie sami: opaska do włosów z ćwiekami (klik!). Ja po prostu MUSZĘ zrobić sobie taką opaskę, nic innego nie będzie mi bardziej pasować do moich eklektycznych zestawików, w których każdy ciuch pochodzi z innej bajki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz